Z Henrykiem Giedroycem w Maisons-Laffitte rozmawiał Marek P. Prokop
Wywiad opublikowaliśmy w numerze 5/2006 "Zarysu".
Na rok 2006 przypada 100. rocznica urodzin śp. Jerzego Giedroycia (27 lipca), a także 60. rocznica działalności Instytutu Literackiego, niezależnej instytucji wydawniczej, publikującej teksty, które ze względów politycznych nie mogły ukazać się w Polsce do 1989 r. uzależnionej od ZSRR. Z Instytu-tem Literackim, założonym przez Jerzego Giedroycia w Rzymie w 1946 r., działającym od 1947 r. w Maisons-Laffitte, związani byli luminiarze polskiej kultury, którzy nie chcieli zaakceptować życia «na nieludzkiej ziemi» i zgo-dzić się na barbarzyńskie wartości ideologii «Innego świata». Trudno wy-liczyć wszystkich: J. Czapski, G. Herling-Grudziński, J. Mieroszewski, K. Jeleński, W. Gombrowicz, A. Bobkowski, J. Stempowski, M. Hłasko, Z. Hertz, C. Miłosz, Z. Herbert, M. Nowakowski, S. Kisielewski i setki innych, zgrupowanych przez Redaktora z Maisons-Laffitte wokół miesięcznika «Kultura» i serii wydawniczej: «Biblioteka Kultury» (od 1953 – opublikowano 535 tomów), w tym: «Dokumenty» (od 1955), «Zeszyty Historyczne» (od 1962 – wydano 156 numerow), «Archiwum Rewolucji» (od 1964), «Bez cenzury».
Kiedy 14 września 2000 roku umiera Jerzy Giedroyc i ukazuje się ostatni, 637. numer miesięcznika «Kultura», działalność Instytutu Literackiego, zgodnie z życzeniem założyciela, chociaż w mniejszej grupie i trochę inaczej, rozwija się dalej.
Z Henrykiem Giedroyciem, dyrektorem Instytutu Literackiego w Maisons-Laffitte, bratem śp. Jerzego Giedroycia i jego współpracownikami: Jackiem Krawczykiem i Wojtkiem Sikorą rozmawiał Marek Prokop.
M. P. P.: Panie Henryku, jak rozwijała się działalność Instytutu Literackiego po śmierci Redaktora Jerzego Giedroycia? Czy Redaktor zostawił jakiś testament?
H. G.: Nie. Jerzy nie zostawił żadnego testamentu. Pozostawił list napisany grubo przed śmiercią, w którym wyraził swoje życzenia. Przede wszystkim wyraził życzenie, żeby po jego śmierci zlikwidować «Kulturę». Natomiast chciał, ażeby kontynuować «Zeszyty Historyczne». Mianował Zofię Hertz i mnie jako gwarantów. W tej chwili z tych gwarantów zostałem tylko ja. Mam nadzieję, że jeszcze trochę pobędę. I to tylko tyle w tym liście. O, jeszcze były takie śmiesznostki, że trzeba zwolnić jedną sekretarkę, bo to jest za duży wydatek, czy coś takiego. Tak więc niedługo po Jerzym, w stosunkowo krótkim czasie umarła Zofia Hertz. Należało więc kontynuować tak, jak powiedział Jerzy, czyli zam-knęliśmy «Kulturę», zostały tylko «Zeszyty Historyczne», które dzięki Jackowi Krawczykowi wychodzą bez przerwy, tak jak wychodziły, i są na bardzo dobrym poziomie. W każdym razie tak wszyscy nam mówią.
M. P. P.: Kto publikuje w «Zeszytach»?
H. G.: W zasadzie ci, którzy pisywali dawniej do «Kultury» i do «Zeszytów».
Jacek prowadzi redakcję, a artykuły piszą zarówno starzy, jak i nowi współ-pracownicy. I tak kontynujemy.
M. P. P.: A inne publikacje, czy też są wydawane? Na przykład nowe książki czy serie?
H. G.: Nie, na to brak funduszy.
M. P. P.: Właśnie, a jak radzicie sobie finansowo?
H. G.: Jakoś sobie radzimy, prawda? Sporo mamy datków od czytelników i przyjaciół. Trochę było zaskórniaków, które ja teraz wydaję na remont domu. Ten stary dom nie był remontowany od Bóg wie ilu lat! Powoli kończą się remonty. Cokolwiek się tu teraz ruszyło, to w trakcie remontu okazywało się, że trzeba zapłacić dwa razy tyle, ile było przewidziane na początku prac. Ale dajemy sobie radę.
M. P. P.: Jacek oprowadzał nas po wyremontowanych pokojach na pierwszym piętrze: po odnowieniu wyglądają wspaniale! Zwiedzający czuje od razu ważność tego miejsca. Macie bardzo dużo świetnych obrazów J. Czapskiego, L. Fini, J. Lebensteina. Czy kontynujecie współpracę z Polską?
H. G.: Przede wszystkim jest w kraju warszawskie Towarzystwo Opieki nad Archiwum Instytutu Literackiego w Paryżu, którego szefem jest Marek Krawczyk. Towarzystwo bardzo nam pomaga. Właśnie dzięki ich inicjatywom między innymi zorganizowano wiele wystaw o Instytucie Literackim we Francji. Była wystawa w Senacie Republiki, która pojechała do Nicei, Tuluzy i do Lille, a teraz Marek Krawczyk zorganizował fundusze i zawiózł ją na Wschód.
M. P. P.: A konkretnie do jakiego kraju?
H. G.: Właśnie przed chwilą, w trakcie naszej rozmowy, wysłał mi sms, że wylądowali w Mińsku na Białorusi.
M. P. P.: I nie mieli żadnych problemów?
H. G.: Żadnych. Dostali wizy, wszystko udało się świetnie załatwić. Ta wystawa w Mińsku jest o tyle ważna, że jest to miejsce, gdzie Jerzy się urodził. Mam nadzieję, że wszystko dobrze wyjdzie. Do tej pory wszystkie wystawy czy konferencje, które Marek organizował, czy to w Wilnie w 2004, w Kijowie w 2002, w Moskwie w 2003, czy w Pradze, były doskonałe. To już druga wystawa w Mińsku. Pierwsza była w 2001 roku.
M. P. P.: Z jakimi jeszcze polskimi instytucjami współpracujecie?
H. G.: Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej z Lublina jest jedynym uniwersytetem, który przysyła nam archiwistów do porządkowania i opracowywania naszych zbiorów. Jest to projekt realizowany przez UMCS z Polską Akademią Nauk, dzięki temu archiwiści mają zapewnione zakwaterowanie w paryskiej stacji PAN. Regularnie przyjeżdzają na koszt uniwersytetu, gdyż sami nie moglibyśmy sobie na to pozwolić. Do tej pory nie było żadnych problemów, ale teraz w związku ze zmianami w jednej i w drugiej instytucji nie wiemy, jak to będzie dalej. Mamy jednak nadzieję, że będzie dobrze, tak jak do tej pory.
M. P. P.: Czy nie uważa Pan, że jednak czasami warto wydać jedną czy drugą ważną książkę?
H. G.: Owszem, jest kilka ważnych pozycji, które można by opublikować, ale wtedy podsuwamy je przez Marka Krawczyka wydawnictwom w Polsce, gdyż nie jesteśmy w stanie tego zrobić fizycznie, bo jest nas mało. I tak mieliśmy kontakt z «Czytelnikiem», ale to się właściwie skończyło, dlatego że nie dotrzymywał terminów. Po raz kolejny wyjdzie «Autobiografia na cztery ręce». Poza tym szykujemy wielką biografię Jerzego, ale zupełnie inaczej. Można powiedzieć, że od strony ludzkiej. To jeszcze nie jest skończone, ale mamy nadzieję, że pod koniec tego roku lub na początku przyszłego ta biografia wyjdzie. Przygotowuje ją Marek Żebrowski, młody, bardzo zdolny historyk.
M. P. P.: Czy do Maisons-Laffitte przyjeżdżają historycy z kraju na kwerendy naukowe?
H. G.: Tak, oczywiście. Mam nadzieję, że drugie piętro będzie wkrótce po remoncie, gdyż archiwum właśnie znajduje się na drugim piętrze. Przyjeżdża do nas wielu ludzi. Jest dość duże zainteresowanie naszymi zbiorami.
M. P. P.: I mogą korzystać z archiwum, z biblioteki?
H. G.: Tak. Z tym, że z biblioteką jest problem, gdyż jest ona zupełnie w proszku. Nie mogę się doprosić jakiegokolwiek uniwersytetu czy innej instytucji, żeby nam przysłali fachowca, który by z biblioteką zrobił porządek. Ona była zaczęta. Jacek zrobił do pewnego momentu katalog, ale nowych książek jest tak dużo, że nie mieszczą się nigdzie i są już wszędzie. Zawsze tego było dużo, ale teraz jest nadmiar. Owszem, gdy przychodzi książka, to jest natychmiast wpisana do inwentarza, natomiast nadanie numeru czy zrobienie opisu – na to już nie ma możliwości.
M. P. P.: Jak duże jest archiwum Instytutu? Jacek Krawczyk: Archiwum Instytutu Literackiego, jak na prywatne archiwum, jest po prostu olbrzymie. Zajmuje ponad 150 metrów bieżących dokumentów. Współpraca z UMCS z Lublina jest dla nas dużą pomocą. Konkretnie oznacza to, że raz na rok przyjeżdzają do nas 3 lub 4 osoby na 3 do 4 miesięcy. I te przyjazdy zaczęły się wkrótce po śmierci Redaktora, czyli od pięciu lat. I to jest umowa UMCS z PAN. Te instytucje zajmują się finansowaniem tego przedsięwzięcia.
M. P. P.: Czy wszystkie dokumenty możecie udostępniać czytelnikom?
J. K.: Wszystkie – poza zbiorami zastrzeżonymi. Czasami mamy problemy z udostępnieniem danego zbioru. Są to problemy związane na przykład z tym, że wiele artykułów, które tu były wydawane przez ostatnie 60 lat, były podpisywane pseudonimami i autor, zdarzało się, nie życzył sobie, by go ujawnić. To czasami komplikuje sprawy, gdyż trzeba odnaleźć autora, nawiązać korespondencję – zabiera to trochę czasu. Podobnie jest z żyjącymi korespondentami Redaktora – przed ewentualnym upublicznieniem korespondencji każdorazowo zwracamy się o zgodę adresata czy nadawcy. W zasadzie, w archiwum przechowywane są wszystkie rękopisy autorskie opublikowanych książek, artykułów i innych tekstów. Zdarzało się, że nie-którzy autorzy wycofywali swoje rękopisy po publikacji, ale zawsze zosta-wał przepisany na maszynie tekst. Nie udostępniamy także depozytów, gdyż te są zastrzeżone, chyba że jest wyraźne wskazanie, że można. Nie należy zapominać, że przez lata Instytut był w "kręgu zainteresowania" komunistycznych służb bezpieczeństwa. Obowiązywała zasada poufności, aby nie narażać autorów. Mamy kilka pseudonimów, które pozostają niezidentyfiko-wane do dnia dzisiejszego. I jak wspomniałem wcześniej, niektórzy do tej pory nie chcą, by ich pseudonim został ujawniony.
M. P. P.: Jakie uroczystości są przewidywane w związku z Rokiem Giedroycia?
Wojciech Sikora: Przygotowywane są liczne obchody. 27 lipca jest 100. rocznica urodzin śp. Jerzego Giedroycia. Sejm Rzeczypospolitej w ubiegłym roku uchwalił, że ten rok będzie Rokiem Giedroycia. Niezależnie od tego UNESCO objęło honorowy patronat nad rocznicą. W październiku w siedzibie UNESCO będzie wystawa, a także przewidywana jest projekcja filmu o «Kulturze» oraz konferencja publiczna. Natomiast mnóstwo rzeczy organizuje się przede wszystkim w Polsce. Ponadto, jak już to było wspominane, w Mińsku w tej chwili zaczyna się wielka sesja i wystawa. Natomiast wystawa, która była prezentowana w roku ubiegłym w siedzibie Senatu, a zatytułowana Jerzy Giedroyc et le cercle de «Kultura», krąży teraz po Francji wraz z bardzo estetycznie wydrukowanym katalogiem. I w tej chwili jest prezentowana w gmachu biblioteki uniwersytetu w Lille.
M. P. P.: Wróćmy jeszcze do archiwum. Jaki jest stan jego uporzadkowania, czy każdy może z niego korzystać i na jakich warunkach?
J. K.: To archiwum jest w sumie unikatem. Głównym i podstawowym trzonem tego zbioru jest korespondencja Redaktora. Zajmuje ona ok. 25 metrów bieżących. I jest ona dwustronna, to znaczy, wychodząca i przychodząca. Gdyż Redaktor, pisząc na maszynie, zawsze robił kopie listów. I to jest niezwykle cenne i pomocne, na przykład w publikowaniu listów. Przygotowywana jest edycja korespondencji J. Gierdoycia z Cz. Miłoszem – kilkaset listów z lat 1952-2000. Okazało się, że brakowało kopii zaledwie dwóch czy trzech listów Redaktora. Odnaleźliśmy oryginały w archiwum Miłosza w Yale. Specyfiką tego zbioru jest bez wątpienia korespondencja. Pamiętam, że podczas pierwszych opracowywań archiwalnych okazało się, że z okresu 1946-1961 naliczyliśmy ok. 25 tysięcy listów, w proporcji pół na pół, wy-chodząca – przychodząca. Jeżeli chodzi o opracowanie całego archiwum, to mamy jeszcze pracy na kilkanaście lat. W tej chwili dysponujemy ogólnym inwentarzem. Archiwiści z Lublina opracowali do tej pory kilka istotnych spuścizn, między innymi spuścizny Jerzego Stempowskiego, Juliusza Mieroszewskiego, Adama Krzyżanowskiego, Zygmunta Hertza, Konstantego Jeleńskiego, Kazimierza Studentowicza. Trzeba było w opracowywaniu tego zespołu przyjąć jakąś metodę. Wydawało nam się, że najbardziej czytelne i szczę-śliwe, w tego typu archiwum, gdzie mamy od 75 tysięcy do 100 tysięcy listów, będzie wydzielenie z całości zbioru okolo 140 zespołów. A to jest bardzo dużo. Ta decyzja została podjęta jeszcze za życia Redaktora. Jako że sporo rzeczy już opublikowaliśmy, nasza praca jest realizowana równolegle na dwóch płaszczyznach: opracowywanie zbioru i edycja. Wydaliśmy od 1994 roku kilka tomów: Gombrowicz, Jeleński, Stempowski, Bobkowski, Mieroszewski, Wańkowicz, korespondencja ukraińska. To daje ponad 5 tysięcy stron. Teraz jest gotowa pełna, nowa edycja korespondencji z Gombrowiczem. Korespondencja z Miłoszem (pełna) będzie dziewiątym tomem (również kilkaset stron). Równocześnie opracowywanie archiwum posuwa się naprzód. Przez ostatnie cztery miesiące archiwiści z Lublina uporządko-wali ok. 10 metrów bieżących i wprowadzili opisy do bazy danych korespondencji z przedstawicielami «Kultury», czyli tymi osobami, które kolporto-wały «Kulturę» na całym świecie. Publikowanie teraz inwentarza z tymi opisami wydaje nam się przedwczesne, gdyż one nie są wyczerpujące i zawierają wciąż zbyt dużo braków. Pozostało jeszcze kilkanaście metrów bieżących archiwaliów, którym nadano tylko tytuły, ale nie zostały dokładniej przejrzane, nie mówiąc o pieczętowaniu czy paginacji, jak na przykład sprawy finansowe: czeki, faktury itp., a tego jest z 15 do 20 metrów.
M. P. P.: Jak praktycznie można korzystać ze zbiorów: trzeba do was napisać list, najlepiej ze szczegółowym projektem badań? Albo przynajmniej sprecy-zować nazwiska osób, których spuścizny interesują badacza?
W. S.: W tej chwili jest mała przerwa. Jest za to sporo zwiedzających, gości i dziennikarzy. Ale normalnie, zazwyczaj każdego dnia, pracują u nas histo-rycy, literaci czy politolodzy, którzy prowadzą swoje badania i konsultują archiwa. Tak, należy do nas napisać list z projektem badań. Zdarzają się prośby o pomoc, ale tak ogólne, że odpowiadamy wprost negatywnie. No, bo jak odpowiedzieć na pytanie «czy mogę znaleźć materiały do stosunków polsko-niemieckich lub polsko-ukraińskich po drugiej wojnie światowej?»? Przecież prawie całe archiwum zawiera takie materiały! Ale na ogół ludzie znają zawartość «Kultury» czy «Zeszytów Historycznych», bo tak naprawdę, to te dwa pisma są w pewnym sensie informatorem o zawartości naszych zbiorów, i te osoby przyjmujemy z otwartymi ramionami. Oczywiście, nie dysponujemy tu czytelnią, jak w dużych bibliotekach, więc możemy przyjąć za jednym razem bardzo ograniczoną liczbę osób. Ale gdy stwierdzimy, że dla danego tematu nasze materiały mogą być pomocne, wtedy informujemy o tym badacza i ustalamy z nim daty, w których mógłby korzystać ze zbiorów. Nieraz tworzy się po prostu kolejka.
M. P. P.: Dziękuję za rozmowę i życzę tego, co kiedyś pan Jerzy Giedroyc i pani Zofia Hertz sobie życzyli: by ten dom był zawsze otwarty dla wszystkich jako ośrodek tętniący życiem i pracą, a dokumenty, biblioteka, obrazy i pamiątki służyły tym, którzy chcą się zapoznać z prawdziwą historią Polski.